top of page

Born on “the day the god was drunk”: Astor Piazzolla’s María de Buenos Aires in Warsaw

  • Iga Olszewska
  • 25 jun
  • 11 min de lectura

María de Buenos Aires, Astor Piazzolla

Polish National Opera in Warsaw

20 June 2026


Cast: Natalia Kawałek, Łukasz Karauda, Damian Kwiatkowski

Conductor: Piotr Staniszewski



Once again, Astor Piazzolla’s tango opera has proved to be a true masterpiece, telling the troubled story of the main character’s abduction and rebirth. María de Buenos Aires is one of the most in-demand shows at the Polish National Opera House in Warsaw. Since its premiere three years ago, it has amazed Polish audiences and already sold out for the 2026/27 season. The performance makes excellent use of the Opera’s smaller stage, practically immersing us in its carefully curated world. The entire stage was covered in red velvet curtains, and on one side there was a crib adorned with black fabric. This remained on stage throughout the performance, influencing its interpretation. As the first notes of the performance sounded, six choir members appeared alongside male dancers posing as female members of the cult that abducted María. This was also the moment when we first saw María, lying in the middle of the stage in a long violet coat. The coat reflected the light, making her shine.


Costume and set designer Katarzyna Borkowska created an incredible atmosphere, perfectly capturing the strange, dreamlike world. Together, her sets and costumes made the story tangible. Her work on El Duende’s costume was particularly impressive. The narrator was dressed in a suit and hat made from the same material as the stage curtains. This, combined with extraordinary lighting, allowed his character to blend in with his surroundings and become the voice conveying the action on stage. María’s costumes consisted of the aforementioned coat, which later revealed a beautiful, fiery red dress. When she became the Shadow of María, she wore a light beige dress that looked almost like a school uniform. Near the end of the first act, the six choir members performing a strange, cult-like ritual for María wore extravagant, somewhat eccentric and bold gold costumes. Some had animal elements, featuring either a sheep or a lizard, and one of the cult members was holding a golden fish. The whole show felt like a hallucinatory delusion.


However, the whole show is about the rebirth of María. This motif brings to mind religious resurrection, but the director did not allow it to play out until the very end, leaving us uncertain up until the very last moment. Director Wojciech Faruga prepared a brilliant show. He blurred the line between reality and dream, and in his interpretation, the tango becomes a ritual that never concludes. María only comes to life in a few crucial moments. At other times, the character is fluid: she is lost, captured by the cult. She embodies Buenos Aires or is a shadow of herself. Natalia Kawałek’s portrayal of María was amazing. The mezzo-soprano convincingly portrayed her character. Each time she sang, it sounded as if she were reclaiming herself, escaping the cult or her own past. Her voice was powerful and had a pleasant timbre. Since the show used microphones, she was able to use her voice in a way that might not have been possible without the sound system. Her ability to adapt to the requirements of the choreography was remarkable. She performed complicated dance sequences, even singing while being held upside down.


Interestingly, the cast of the show has remained unchanged since its premiere. Damian Kwiatkowski portrayed the narrator, El Duende, and demonstrated amazing acting skills. The only issue was his pronunciation, as he had to speak Polish with an Argentinian accent (his character was the only one to speak Polish). The tenor who depicted several characters from María’s story was Łukasz Karauda. Despite not performing a major aria, he established a very strong stage presence. His voice was powerful throughout the show. It was soft and almost velvety, yet never lost in the orchestral music. The cast also included six choir members, three female: Joanna Michalska, Mariia Udovenko, Justyna Zanni and three male: Marcin Maciak, Marek Kulik, Michał Zambrzycki. They all performed perfectly, combining vocal performance with acting. The rest of the on-stage cast were male dancers who told the story through body movement. They were choreographed by Krystian Łysoń, who, along with the director, made the interesting choice of not including the tango but instead other types of contemporary dance.


In the final scene, the crib became a central feature of the set design. It was a replica of the crib from the final scene of Roman Polanski’s film ‘Rosemary’s Baby.’ As both the film and the María de Buenos Aires opera premiered in 1968, the authors were able to draw inspiration from each other. In Warsaw’s production, the influence of the film was evident towards the end of the show. The story of María continued where the film ended. Towards the end of the performance, we saw the same scene as at the beginning of the opera, with María wearing a violet coat. This time, she was posing as a housewife, giving cake to the cult members to celebrate the birth. The cake soon turned out to be poisoned, and we witnessed all the characters dying one by one. At this point, María, led by El Duende, reached into the crib and took out a sculpted head in her likeness. This act symbolised María’s rebirth, and in this way she became the cult’s messiah. 


Throughout the show, we saw references to different religious practices, but they were never specified. In this production, we saw María being reborn as a more mystical creature than an embodiment of the city, as described in the libretto. The performance also showcased the orchestra’s and performers’ incredibly harmonious collaboration. Conductor Piotr Staniszewski did brilliantly with a chamber orchestra consisting of some rather unusual instruments, such as the bandoneon. The show was a great success during its run, always receiving long applause.


Iga Olszewska





Po raz kolejny opera tango Astora Piazzolli okazała się prawdziwym arcydziełem, opowiadającym poruszającą historię porwania oraz ponownego narodzenia głównej bohaterki. María de Buenos Aires należy do najbardziej wyczekiwanych spektakli w repertuarze Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Od swojej premiery przed trzema laty zachwyca polską publiczność, a bilety na sezon 2026/27 zostały już całkowicie wyprzedane. Spektakl doskonale wykorzystuje kameralną scenę Opery, niemal całkowicie angażując widza w starannie wykreowany świat przedstawienia. Ściany całej sceny zostały zasłonięte czerwonymi, aksamitnymi kurtynami, a po jednej stronie ustawiono kołyskę okrytą czarną tkaniną. Ten element pozostawał na scenie przez cały spektakl, wpływając na jego ostateczną interpretację. Wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki na scenie pojawiły się chórzystki i chórzyści oraz tancerze wcielający się w żeńskich członków sekty, która porywa Maríę. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy także samą bohaterkę – leżącą pośrodku sceny w długim fioletowym płaszczu. Materiał odbijał światło, sprawiając, że María wręcz promieniała.


Scenografka oraz kostiumografka Katarzyna Borkowska stworzyła niezwykłą atmosferę, doskonale oddając osobliwy, oniryczny świat tej opery. Jej scenografia i kostiumy sprawiły, że historia stała się niemal namacalna. Szczególnie imponujący był kostium El Duende. Narrator został ubrany w garnitur i kapelusz wykonane z tego samego materiału, co sceniczne kurtyny. W połączeniu z wyjątkową reżyserią świateł pozwalało to postaci niemal stapiać się z otoczeniem i stawać się jedynie głosem prowadzącym akcję. Kostiumy Maríi obejmowały wspomniany fioletowy płaszcz, pod którym później ukazała się piękna, ognista czerwona suknia. Kiedy bohaterka stawała się Cieniem Maríi, miała na sobie jasnobeżową sukienkę przypominającą szkolny mundurek. Pod koniec pierwszego aktu członkinie i członkowie chóru wykonujący ekscentryczny rytuał wokół Maríi pojawili się w ekstrawaganckich, osobliwych i odważnych złotych kostiumach. Niektóre z nich zawierały motywy zwierzęce – baranka lub jaszczurki – a jeden z członków sekty trzymał złotą rybę. Cały spektakl przypominał sen na jawie.


Całe przedstawienie opowiadało przede wszystkim o odrodzeniu Maríi. Motyw ten przywodził na myśl religijne zmartwychwstanie, ale reżyser nie pozwolił temu wątkowi wybrzmieć aż do samego końca, pozostawiając widza w niepewności niemal do ostatniej chwili. Wojciech Faruga przygotował znakomity spektakl. Zatarł granicę między rzeczywistością a snem. W jego interpretacji tango stało się rytuałem, który nigdy się nie kończy. María ożywała jedynie w kilku kluczowych momentach. W pozostałych scenach jej postać miała zmienny charakter: zagubiona, uwięziona przez sektę, stanowiąca personifikację Buenos Aires lub stająca się cieniem samej siebie. Natalia Kawałek stworzyła znakomitą kreację Maríi. Mezzosopranistka w pełni przekonująco oddała złożoność swojej bohaterki. Za każdym razem, gdy śpiewała, sprawiała wrażenie, że odzyskuje samą siebie, uwalniając się od sekty lub własnej przeszłości. Jej głos był silny, z przyjemną barwą. Dzięki zastosowaniu mikrofonów śpiewaczka mogła wykorzystywać swój instrument w sposób, który nie byłby możliwy bez nagłośnienia. Niezwykła była również jej zdolność, by sprostać wymaganiom choreografii – wykonywała skomplikowane sekwencje taneczne, śpiewając nawet w pozycji odwróconej głową w dół.


Interesujące jest, że obsada tego spektaklu pozostaje niezmieniona od dnia premiery. Damian Kwiatkowski, który wcielił się w El Duende, zademonstrował znakomite umiejętności aktorskie. Pewnym problemem była wymowa, ponieważ musiał mówić po polsku z argentyńskim akcentem (jego postać jako jedyna mówiła po polsku). Łukasz Karauda, tenor wcielający się w kilka postaci z historii Maríi, mimo braku dużej arii zbudował niezwykle silną obecność sceniczną. Jego głos pozostawał mocny przez cały spektakl. Był miękki, niemal aksamitny, a jednocześnie nigdy nie ginął w brzmieniu orkiestry. W obsadzie znalazło się również sześć osób z chóru: Joanna Michalska, Mariia Udovenko, Justyna Zanni, Marcin Maciak, Marek Kulik i Michał Zambrzycki. Wszyscy zaprezentowali się znakomicie, łącząc śpiew z przekonującą grą aktorską. Pozostałą część zespołu scenicznego stanowili tancerze, którzy opowiadali historię za pomocą ruchu ciała. Choreograf Krystian Łysoń wraz z reżyserem podjęli interesującą decyzję, rezygnując z tradycyjnego tanga na rzecz innych form tańca współczesnego.


W finałowej scenie to wspomniana kołyska stała się centralnym elementem scenografii. Była wierną kopią kołyski z końcowej sceny filmu Romana Polańskiego „Dziecko Rosemary”. Ponieważ zarówno film, jak i opera María de Buenos Aires miały premierę w 1968 roku, ich twórcy mogli wzajemnie się inspirować. W warszawskiej inscenizacji wpływ filmu był szczególnie widoczny pod koniec spektaklu. Historia Maríi zdawała się rozpoczynać tam, gdzie kończy się film Polańskiego. W ostatnich minutach przedstawienia oglądaliśmy tę samą scenę co na początku opery: María ponownie pojawiła się w fioletowym płaszczu. Tym razem wcieliła się jednak w rolę gospodyni domowej, częstującej członków sekty ciastem z okazji narodzin. Wkrótce okazało się, że ciasto zostało zatrute, a widzowie obserwowali śmierć kolejnych postaci. W tym momencie María, prowadzona przez El Duende, sięgała do kołyski i wyjęła z niej wyrzeźbioną głowę przedstawiającą jej własne oblicze. Gest ten symbolizował odrodzenie bohaterki, która w ten sposób stała się mesjaszem sekty.


Przez cały spektakl pojawiały się odniesienia do różnych praktyk religijnych, nigdy jednak nie zostały one jednoznacznie określone. W tej realizacji María odradza się bardziej jako mistyczna istota niż ucieleśnienie miasta, jak sugeruje libretto. Przedstawienie pokazało również niezwykle harmonijną współpracę między orkiestrą a wykonawcami. Dyrygent Piotr Staniszewski znakomicie poprowadził kameralny zespół instrumentalny, w którym znalazły się tak nietypowe instrumenty jak bandoneon. Spektakl odniósł ogromny sukces podczas całego cyklu przedstawień i za każdym razem nagradzany był długimi, entuzjastycznymi owacjami.


Iga Olszewska



Una vez más, la ópera-tango de Astor Piazzolla ha demostrado ser una auténtica obra maestra, narrando la atormentada historia del secuestro y renacimiento de su protagonista. María de Buenos Aires es uno de los espectáculos más demandados de la Ópera Nacional Polaca de Varsovia. Desde su estreno hace tres años, ha maravillado al público polaco y ya ha agotado las localidades para la temporada 2026/27. La producción aprovecha magníficamente el escenario más pequeño del teatro, sumergiendo prácticamente al espectador en su mundo cuidadosamente construido.


Todo el escenario estaba cubierto por cortinas de terciopelo rojo y, a un lado, se situaba una cuna adornada con telas negras. Este elemento permanecía en escena durante toda la representación, condicionando su interpretación. Con las primeras notas de la obra aparecieron seis miembros del coro junto a bailarines masculinos que encarnaban a las integrantes femeninas del culto que secuestra a María. Fue también entonces cuando vimos por primera vez a María, tendida en el centro del escenario y envuelta en un largo abrigo violeta. El tejido reflejaba la luz, haciendo que la protagonista resplandeciera.


La escenógrafa y figurinista Katarzyna Borkowska creó una atmósfera extraordinaria, captando a la perfección ese universo extraño y onírico. Sus decorados y vestuarios lograban hacer tangible la historia. Especialmente impresionante resultó su trabajo en el vestuario de El Duende. El narrador vestía un traje y sombrero confeccionados con el mismo material que las cortinas del escenario. Esto, combinado con una iluminación excepcional, permitía que el personaje se fundiera con el entorno y se convirtiera en la voz que guiaba la acción escénica.


Los vestuarios de María consistían inicialmente en el mencionado abrigo, que más adelante dejaba ver un hermoso vestido rojo fuego. Cuando se transformaba en la Sombra de María, aparecía vestida con un ligero vestido beige que recordaba casi a un uniforme escolar. Hacia el final del primer acto, los seis miembros del coro que participaban en un extraño ritual de carácter sectario en torno a María lucían extravagantes, excéntricos y audaces trajes dorados. Algunos incorporaban elementos animales, ya fuera una oveja o un lagarto, mientras que uno de los miembros del culto sostenía un pez dorado. Todo el espectáculo tenía la apariencia de una alucinación delirante.


Sin embargo, toda la obra gira en torno al renacimiento de María. Este motivo evoca inevitablemente la resurrección religiosa, aunque el director evita confirmarlo hasta el último momento, manteniendo al espectador en la incertidumbre hasta el desenlace final.

Wojciech Faruga creó un espectáculo brillante. Difuminó las fronteras entre realidad y sueño y, en su interpretación, el tango se convierte en un ritual que nunca concluye. María solo cobra plenamente vida en unos pocos momentos decisivos. El resto del tiempo, el personaje es cambiante: está perdida, atrapada por el culto; encarna a Buenos Aires o se convierte en la sombra de sí misma.


La interpretación de Natalia Kawałek como María fue extraordinaria. La mezzosoprano logró construir un personaje plenamente convincente. Cada vez que cantaba, parecía estar recuperándose a sí misma, escapando del culto o de su propio pasado. Su voz era poderosa y poseía un timbre muy agradable. Dado que la producción utilizaba micrófonos, pudo emplear su instrumento de una forma que quizá no habría sido posible sin amplificación. Su capacidad para adaptarse a las exigencias coreográficas resultó admirable: interpretó complejas secuencias de danza, llegando incluso a cantar mientras permanecía suspendida boca abajo.


Resulta interesante que el reparto del espectáculo se haya mantenido inalterado desde el estreno. Damian Kwiatkowski interpretó a El Duende y demostró unas extraordinarias cualidades actorales. El único inconveniente fue su pronunciación, ya que debía hablar polaco con acento argentino (su personaje era el único que hablaba en polaco).

El tenor encargado de encarnar diversos personajes de la historia de María fue Łukasz Karauda. A pesar de no contar con un aria principal, logró imponer una presencia escénica muy sólida. Su voz se mantuvo poderosa durante toda la representación. Era suave y casi aterciopelada, pero nunca quedó eclipsada por la orquesta.


El reparto incluía también a seis miembros del coro: las sopranos Joanna Michalska, Mariia Udovenko y Justyna Zanni, y los cantantes Marcin Maciak, Marek Kulik y Michał Zambrzycki. Todos realizaron una labor impecable, combinando interpretación vocal y dramática. El resto del elenco sobre el escenario estaba formado por bailarines masculinos que narraban la historia mediante el movimiento corporal. La coreografía, firmada por Krystian Łysoń, tomó junto al director la interesante decisión de prescindir del tango tradicional en favor de otros estilos de danza contemporánea.


En la escena final, la cuna adquiría un protagonismo central dentro de la escenografía. Se trataba de una réplica exacta de la cuna que aparece en la escena final de la película La semilla del diablo (Rosemary’s Baby) de Roman Polanski. Dado que tanto la película como la ópera María de Buenos Aires se estrenaron en 1968, sus creadores pudieron inspirarse mutuamente.


En la producción de Varsovia, la influencia de la película resultaba evidente hacia el final de la representación. La historia de María parecía continuar allí donde terminaba el filme. En los últimos minutos del espectáculo, contemplábamos la misma escena que al inicio de la ópera: María aparecía nuevamente con el abrigo violeta. Esta vez, sin embargo, asumía el papel de ama de casa, repartiendo pastel a los miembros del culto para celebrar un nacimiento. Pronto se descubría que el pastel estaba envenenado y asistíamos a la muerte progresiva de todos los personajes.


En ese momento, María, guiada por El Duende, introducía la mano en la cuna y extraía una cabeza esculpida a su imagen y semejanza. Este gesto simbolizaba su renacimiento y, de este modo, se convertía en la mesías del culto.


A lo largo de toda la representación podían apreciarse referencias a diferentes prácticas religiosas, aunque nunca se especificaba ninguna en particular. En esta producción, María renacía más como una criatura mística que como la encarnación de la ciudad descrita en el libreto.


La representación puso asimismo de relieve la extraordinaria armonía entre la orquesta y los intérpretes. El director Piotr Staniszewski realizó un trabajo sobresaliente al frente de una orquesta de cámara que incluía instrumentos poco habituales, como el bandoneón. El espectáculo fue un gran éxito durante toda su serie de funciones, recibiendo siempre largas y entusiastas ovaciones.


Iga Olszewska



Comentarios


bottom of page